Urodziłem się przeciw światu, a ściślej przeciw światłu, bo gdy ja przez pierwsze dwa miesiące życia rosłem i rozwijałem się to on jakby się, kurczył stygł i pogrążał w mroku. Aż do przesilenia zimowego, kiedy to nasze wektory wyrównały swoje zwroty i dalej już poszło zgodnie. Życie me składa się z okresów pisania i niepisania, dość trudnych do precyzyjnego rozgraniczenia. Bo czym na przykład są bazgroły, wykonane ręką ni czytatego ni pisatego kilkulatka za pomocą woskowej kredki na ścianie dziecinnego pokoju? Wpisy do pamiętników? Wypracowania szkolne? A obecnie- czy na miano literatury zasługuje codzienne prowadzenie e-dokumentacji medycznej, co jest czynnością o tyle żmudną co wymagająca, gdyż stukając w klawiaturę trzeba jednocześnie aktywnie słuchać i podejmować tak zwane decyzje diagnostyczno-terapeutyczne zaś spisywane (czasem przejmujące, dramatyczne!) historie zdrowia i choroby, życia i śmierci nigdy nie będą znane szerokiemu gronu czytelników z oczywistych powodów. Tak jak nie ujrzą światła dziennego i prasy drukarskiej utwory obmyślane godzinami, latami, niespisane pomysły prozatorskie, kłębiące się dzień i noc
pod chmurnym
niskim
niebem
czaszki
(Zbigniew Herbert – Pan Cogito a ruch myśli)
choć ów z pozoru nikczemny („ni k’ czemu nie służący”) proces jest także-a może nawet bardziej – literaturą niż „standardowe” pisanie na kartce lub komputerze.
Moje próby literackie trwają dość krótko. Debiutowałem wspomnieniem o dziadku Edwardzie w czerwcu 2018 roku na łamach „Gazety Wyborczej”, w 2019 roku nakładem własnym wydałem zbiór dwunastu opowiadań pod tytułem „Państwa, miasta, rzeki, historie”, zamieściłem kilka wierszy na portalu poezjapolska.pl, w tym jedno tłumaczenie z języka angielskiego. Od maja 2020 roku nieregularnie publikuję na @Kozirynek Online. Pierwszym efektem tej kolaboracji było „Axis Urbis”- nieoczywisty przewodnik po Radzyniu Podlaskim” kolejnym „Lublisses” (2022-2023), najnowszym „Czasomiejsca” (2025).
Piszę, pomimo tego, że w roku 2023 literacką Nagrodę Nobla otrzymał Pisarz, którego proza jest doskonała, krystalicznie czysta jak woda w Sygensfjorden i choćbym nie wiem, jak się starał, to nigdy nie będę pisał jak Jon Fosse. A nawet gdyby, jakimś cudem tak się stało to byłoby to bez sensu. Po co być kopią, gdy jest oryginał?
Piszę, bo brałem udział w Pracowni przed debiutem 20-tej edycji Festiwalu TransPort Literacki w Kolobrzegu i choć ciągle jestem „przed debiutem” to wróciłem z silnym przekonaniem, że liczy się to, co własne, autentyczne, szczere, subiektywne, nawet, a zwłaszcza, niedoskonałe: owa poetyka glitchu, analogowa poezja usterkowa.
Tak to sobie myślę, pisząc -niepisząc, żyjąc od ponad pięćdziesięciu lat w zgodzie a czasem przeciw światu/światłu i kończąc ten przydługi wstęp: erratę do biogramu:
„Rocznik 1973, radzynianin, szczęśliwy mąż i ojciec, lekarz rodzinny i geriatra; doktor nauk medycznych i nauk o zdrowiu, szachista IV kategorii, ornitolog-amator (w obu znaczeniach tego słowa), kibic RKS Motor Lublin.
Afiliacje:
- Centrum Medyczno-Diagnostyczne sp. z o. o. w Siedlcach;
- Szachpol Łuków,
- Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków.
- Grupa Literacka SŁÓWDZIELNIA
Czasem pisarz, zawsze czytelnik.

LeW”
